Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 listopada 2018

Remigiusz Mróz - Nieodnaleziona

Mróz jak nie Mróz.
Niby thriller psychologiczny, niby książka z przesłaniem, niby wartka i składna akcja, ale... jakoś mnie nie porwało, jakoś nie uwierzyłem, jakoś... najsłabsza książka Remigiusza Mroza, którą dotychczas przeczytałem.
Pięć śrubek.



wtorek, 16 października 2018

Remigiusz Mróz - Kontratyp

Chyłka i Oryński. Sprawdzony duet.
Mróz wysyła Chyłkę w Himalaje. Forst operował w Tatrach. Mróz lubi góry :-)
Ja zaś lubię i podoba mi się jak Mróz przetyka światy Chyłki i te z innych książek. Z Forsta pojawił się na chwilkę Gomoła, zaś redaktor Zygzak jest do spotkania również w "Wotum nieufności" i "Większości bezwzględnej". Podobnie jak (o ile pamięć nie płata mi figli) kumpel Oryńskiego, wolny dziennikarski strzelec, Bianchi.
Sama fabuła i dialogi głównych bohaterów w stylu całego cyklu.
Z miłością do Chyłki - osiem śrubeczek.

środa, 26 września 2018

Remigiusz Mróz - Trawers

Wciągająca seria. Trawers to trzeci tom sagi. Miejscami trochę odrealniony, czasami zaskakujący, trącający o politykę, a także portretujący w jakiś sposób współczesne polskie społeczeństwo... Wiktor Forst zasługuje na siedem śrubek. Ósma należy się za pojawiającą się w powieści Joannę Chyłkę.

piątek, 21 września 2018

Remigiusz Mróz - Ekspozycja

Pierwszy tom przygód komisarza Forsta. Przygodę z Mrozem zacząłem od Chyłki, połykając wręcz kolejne tomy, widzę, że podobnie będzie z Forstem.
W powieści dużo się dzieje, bohaterowie są rzucani z miejsca na miejsce (i to nie tylko w Polsce), a intryga o charakterze kryminalno-religijno-historycznym jest wielce ciekawa i dobrze się broni. Nie brakuje też humoru i świetnych dialogów, do których przyzwyczaiłem się czytając sagę o Chyłce.
Chętnie i bez zwłoki jadę dalej. I cieszę się już na sam fakt, że przede mną jeszcze cztery tomy. I, że nie będę musiał czekać na wydawanie kolejnych części. Chociaż... widząc w jakim tempie pisze Mróz...
Siedem śrubek !

środa, 12 września 2018

Piotr Lagenfeld - Szturm straceńców. Odległe rubieże.

W ręce wpadła mi w końcu trzecia część sagi "Odległe rubieże". Nie potrafię co prawda określić, czy zmiana autora wyszła powieści na dobre, a przede wszystkim czym była powodowana, ale jako taka ciągłość w narracji została zachowana. Bohaterowie są ci sami, wątek historii alternatywnej ciągnięty zgodnie z przyjętą w pierwszych dwóch częściach koncepcją, niemniej mam wrażenie, że "Szturm straceńców“, jest mniej przygodowy, bardziej skoncentrowany na działaniach wojennych, używanej broni i "dziejącej się" polityce. Nie jest to wielką wadą, ale książka wydaje się przez to mniej dynamiczna w porównaniu do poprzednich dwóch części. Główny nurt opowieści pocięty jest zajawkami walk pomiędzy stronami konfliktu, pojawiają się nazwiska z rożnych części świata, które jednak tak szybko jak wyłaniają się z kart książki, tak samo szybko z niej znikają. Zabieg ten zapewne dla jednych może być ciekawy, w moim przypadku jednak zostawił w głowie pewien niedosyt "niedociągnięcia". Trochę rażące są użyte przez autora kalki, w których Anglicy są zarozumiali, Sowieci tępi, Niemcy brutalni, a Francuzi, hmmm... zachowawczy. Książkę czyta się jednak dobrze, a całość jest spójna - choć zapewne wielokrotnie nieprawdopodobna - no, ale to w końcu historia alternatywna... Reasumując: sześciośrubkowy pochłaniacz czasu.

piątek, 7 września 2018

Wojtek Miłoszewski - Farba

Kontynuacja Inwazji. Trochę naiwna (polityka międzynarodowa, serio ? chociaż co ja tam wiem...), trochę straszna (jak każda rzecz traktująca o wojnie i jej okropieństwach), a czasami śmieszna i mocno okraszona fantastycznymi zbiegami okoliczności, ale... czyta się dobrze, szybko i z przyjemnością.
Z niecierpliwością czekam na kolejny tom.

Sześć śrubeczek.

piątek, 9 września 2016

Artur Baniewicz - Afrykanka

Rozpoczynając lekturę nastawiłem się na kryminał, jakiś taki wojskowo-misyjno-polityczny. Bo wojsko, bo misja w Etiopii, bo może jakiś spisek, jakieś WSI łamane przez CIA i wspierane przez GRU. Tajne przez poufne i na dodatek niewyjaśnialne. Że jakieś morderstwo okrutne, tudzież wymyślne, albo masakra niespodziewana ludności miejscowej... A tu - niespodzianka. I owszem trupy są, coś się dzieje, jest wojsko, strzelanie, szczegółowe opisy uzbrojenia, a początek nawet okraszony całkiem przyjemnym humorem żołdacko-rubasznym. Ale ta książka to romansidło. Owszem osadzona w realiach o jakich wspomniałem, ale to całe afrykańskie wojowanie, spiski i przepychanki stanowią tylko tło dla romansu jednego takiego kapitana, z jednym takim dziewczęciem o ciemniejszym kolorze skóry. Ale w sumie czyta się dobrze. Nie porywająco. Po prostu dobrze.

Przykręcamy. Pięć śrubek. Na dziesięć możliwych.

sobota, 3 września 2016

Jo Nesbo - Więcej krwi

Po niefortunnym, z lekka wkurwiającym, zakończeniu Okularnika, chciałem przeczytać coś kogoś sprawdzonego, co z logiką na bakier nie będzie, gdzie akcja będzie płynna i dynamiczna, a zakończenie, jakiekolwiek by nie było, będzie oczywiste. Wybór wydał się więc naturalny - kto, jak nie mój ulubiony Jo Nesbo ? Tym bardziej przecież, że kilka dni przed zakończeniem powieści Katarzyny Bondy, przypadkiem odwiedziłem pobliską księgarnię i w moje łapy wpadła powieść Norwega.
Złakniony powyższego, powieść więc połknąłem - dosłownie i w przenośni.
Miło było przenieść się ze wschodnich rubieży Najjaśniejszej na daleką, norweską północ i tam spędzić kilka wieczorów...
Więcej krwi nie jest doskonale skonstruowanym kryminałem, do jakich autor przyzwyczaił mnie serią z Harrym Hole. Bardziej pokusiłbym się o stwierdzenie, że to trochę powieść o tym jak życie może być pokręcone, jak niespodziewana może być miłość, jak dziwne mogą być przypadki losu i jak czasami daleko trzeba uciec, by znaleźć spokój. A wszystko to w lekkiej polewie kryminału.
Warto.

W skali Śruby, przykręcamy dla Jo Nesbo za Więcej krwi śrubek siedem. Na dziesięć możliwych.

piątek, 2 września 2016

Katarzyna Bonda - Okularnik

Siłą rozpędu drugą część przygód Saszy rozpocząłem kilka chwil po zakończeniu pierwszej, czyli Pochłaniacza. Czasowo zgrało mi się to idealnie, bo w momencie kiedy skończyłem czytać drugi tom pierwszej książki o przygodach pani profilerki, w kioskach już był dostępny pierwszy tom drugiej części, a ukazanie się drugiego tomu idealnie wpasowało się czasowo z zakończeniem czytania tomu pierwszego.
Pochłaniaczem Katarzyna Bonda mnie kupiła, Okularnik zaś trochę to "kupienie" ostudził... Tomiska są opasłe, choć to oczywiście nie wada, książkę czyta się dobrze, niemniej wielowątkowość, retrospekcje i ogólne zakręcenie akcji powoduje, że czasami przydałaby się kartka i ołówek by zanotować sobie kto z kim i dlaczego. Wydaje mi się, że podobnie jak w Pochłaniaczu, autorka nie ustrzegła się kilku nieścisłości i braku logiki w prowadzeniu narracji. I to, niestety, w znacznie większym stopniu niźli miało to miejsce w pierwszej części przygód Saszy.
Bez wątpienia udało się autorce wykreować kilka ciekawych postaci, jak choćby szeptunka Dunia Orzechowska, ciekawym jest rozliczenie z trudną przeszłością powojennej Polski (ale czy aby nie nazbyt jednostronnym ?), interesująca jest historia Hajnówki i okolic, ale... zakończenie książki rozczarowało mnie okrutnie. Choć to bardzo delikatne określenie. Mój sympatyczny kolega, któremu podsunąłem dwie pierwsze części przygód Saszy Załuskiej, po przeczytaniu Okularnika zakończenie książki określił bardziej wymownie. Znaczy niekulturalnie :-)
Mimo wszystko chętnie sięgnę jesienią po zapowiadany trzeci z czterech żywiołów Saszy, czyli Latarnika. Było powietrze, była ziemia, zobaczymy co przyniesie ze sobą ogień.

PS. Czy ktoś mógłby mi odpowiedzieć na pytanie dlaczego Osa z Kubą, po uprzednim pijaństwie u Bondaruka, przeprowadzili na niego zamach ?

środa, 10 sierpnia 2016

Katarzyna Bonda - Pochłaniacz

Pochłaniacz wpadł w moje ręce całkiem przypadkowo, podobnie zresztą jak cała masa książek uprzednio. Ot, ktoś czytał, skończył, dał do ręki, pochwalił... Pierwszy tom połknąłem szybko (bo zaznaczyć należy, że w moje ręce trafiło wydanie Pochłaniacza podzielone na dwa tomy, wydane w serii "Mistrzynie Polskich Kryminałów"), a że dostałem w prezencie tylko część pierwszą, drugą szybciutko nabyłem drogą kupna w pobliskim mojemu domostwu kiosku ruchu. Nie chciałem ryzykować poszukiwań i ewentualnego czekania na dostarczenie książki, w przypadku gdyby okazała się już niedostępna w tradycyjnym kanale sprzedaży. Kiedy wpadam w wir intrygi, lubię bez zbędnego oczekiwania kończyć to co zacząłem. A przyznać muszę, że intryga mnie wciągnęła. Choć akcja nie jest wartka jak potok Strzyży po obfitych opadach deszczu, choć na upartego doszukałbym się kilku nieścisłości, czy, w niektórych przypadkach (bohaterów drugoplanowych i wydarzeń), delikatnego braku logiki, to książka ma swój urok i czyta się ją dobrze. Bez wątpienia, dla mnie, wartością dodaną Pochłaniacza jest umiejscowienie jego akcji w Gdańsku i w Sopocie, czyliż moich rodzinnych stronach, a także smaczki związane z aferą Amber Gold... A główna bohaterka, Sasza Załuska ? Cóż, da się ją polubić. Może nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia, jak choćby do innego alkoholika Harry'ego Hole, niemniej jednak właśnie zaczynam czytanie Okularnika (kolejnego tomu opisującego przygody Saszy Z.). Innymi słowy, zostałem przez panią Bondę kupiony...